I Can Smell the Money, Honey

W Nowym Jorku, a zwłaszcza na Manhattanie czuć pieniądz. Po prostu widać, że ci ludzie mają kasę. Mówiąc pieniądze mam na myśli naprawdę duże sumy. Parę dni temu wdałam się w pogawędkę z ochroniarzem w jednym z nowojorskich klubów, nazwijmy go John. I mnie zatkało. To było tuż po Sylwestrze, więc zapytałam go, czy pracował, powiedział, że oczywiście, że tak, że robi to od 25 lat, bo to są dobre pieniądze. I się zaczęło. Nie tylko oczywiście dostaje regularną stawkę od swojej firmy, ale dochodzą „dodatkowe” pieniądze. Powiedział mi, że można dorobić sobie kilka stówek na fałszywych ID (dotyczy niepełnoletnich), czyli gdy ktoś zostanie złapany i zaczyna kozaczyć ochroniarz zabiera i rzuca kwotę za którą można dostać je z powrotem – zwykle $100. Gdy zapytałam, czy płacą, ten odpowiedział mi: Oczywiście! Te dzieciaki, które studiują na NYU (Nowojorski Uniwersytet) mają ogrom pieniędzy i płacą ile się im krzyknie. Sylwester to jedno, ale podczas normalnych klubowych nocy można zarobić na innych rzeczach – wpuszczeniu kogoś do klubu za dodatkową stawkę, czyli zamiast wstępu $40 ochroniarz weżmie $25(plus wstęp); wpuszczaniu do klubu, do którego trudno wejść, w którym jest tzw. ostra selekcja albo lista gości (oba bardzo popularne w NY) i tu już lecą ostre stawki, wszystko zależy od klubu, kto jest w środku i jak wyglądacie. Co ciekawe – większość właścicieli klubów wie o tym i jest z tym ok, oni zarabiają na alkoholu, więc jeśli ich pracownicy dorabiają w ten sposób, co czyni ich szczęśliwymi, szefowie nie narzekają, bo mają zadowolonych ludzi, którzy będą lepiej pracować. Są kluby, w których ochroniarze są w stanie tak zarobić w ciągu jednej nocy…kilka tysięcy dolarów. 

John najwięcej zarobił $10 tys. jednej nocy. Ale co się dziwić, powiedział mi, że kiedyś był ochroniarzem w jednym z klubów w strefie VIP, gdzie jeden stolik z kilkoma facetami, akurat Brytyjczykami, regularnie wydawał $80tys. jednej nocy. Zawsze dostawał od nich napiwek za to, że „pilnował” ich stolika i za to, że czasami dostarczał im towarzystwa – prosił ładniejsze panie, czy nie chciałyby dołączyć do ich stolika, nie musiały za nic płacić, tylko spędzić miło czas (i nie chodziło o seks). Panie biegły zanim skończył propozycję.  Zapytałam go kim są ci ludzie z pieniędzmi to powiedział, że głównie szejkowie, raperzy i dilerzy narkotyków. A już prawdziwym hitem był jeden klub, podczas nocy meczu Gwiazd NBA, do którego przyszli gracze NBA, ochroniarz zarobił, uwaga, 180 tys. dolarów w jeden wieczór! (John przysięgał, że to była autentyczna historia, to był jego kolega, który zadzwonił po niego, by pokazać mu tę torbę wypełnioną pieniędzmi). Rozmawiałam z nim z otwartymi oczami i szczęką na podłodze. W głowie mi się to wszystko nie mieściło. 

Ostatnio wylądowałam w klubie The Box w Lower East Side, gdzie trudno jest wejść, gdzie stolik z tzw. bottle service zaczyna się od $2-3 tys. Cena też podobno uzależniona jest od tego jak wy i ludzie, których przyprowadzacie wyglądają, jeśli wyglądają dobrze, czyli jednocześnie pomagają klubowi „wyglądać dobrze”, to zapłacićie mniej. Udało nam się wejść i to wejść za darmo, bo mieliśmy numer do odpowiedniej osoby,ale cena jest autentyczna. Jeśli chcecie zamówić butelkę wódki w normalnym klubie to jest to koszt minimum $300, jeśli jest was parę osób, to musicie wziąć 2-3 butelki. 

Matematykę ile klub zarabia w czasie jednej nocy zostawiam Wam. Mnie to wszystko trochę oszołomiło. 

Share: