Czy naprawde myslisz, ze torebka od Hermesa zrobi z Ciebie kogos lepszego?

W NY przywyklam do widoku bogactwa. Znajdziecie tu najwieksze butiki na swiecie i kazdego dnia na ulicach zobaczycie wszystkie swiatowe marki. Tu jest normalne, ze ludzie nosza rzeczy od Gucciego, Prady, czy Hermesa. Dla wiekszosci z nich to po prostu zwykle ubrania: kupuja je, bo najzwyczajniej w swiecie jest ich na nie stac. Szczerze mowiac, nie zauwazaja nawet roznicy tych kilku tysiecy dolarow na swoim koncie. Osobiście zawsze lubilam dobre marki, bo po prostu widze, ze jakos wiekszosci z nich jest naprawde lepsza (zwlaszcza tych bardzo drogich), a ich fasony zwykle sa po prostu bardziej interesujace. Nigdy nie lubilam tzw. taniochy, ale – zeby bylo zabawnie – NY nauczyl mnie nie przywiazywac duzej wagi do drogich rzeczy.

Nadal lubie dobre metki, ale juz teraz wiem, ze nie musze wydawac duzo pieniedzy, by je kupic. Sa tansze sposoby, o ktorych juz pisalam na Just Like NY. Oprocz wielkich wyprzedazy, ktore czesto tu maja miejsce, sa tez tzw. second-handy; sklepy, w ktorych mozecie wymienic wlasne ciuchy na inne (Buffalo Exchange, Beacon’s closet), sklep z duzymi obnizkami – Century 21, sklepy Housing Works, w ktorych bogaci ludzie pozbywaja sie swoich roznych rzeczy (mozna tu trafic na prawdziwe okazje). Mozecie wyjsc z tych sklepow z tiszertem Helmuta Langa za $10 czy marynarka Diane von Furstenberg za $30. Wcale nie wstydze sie tego, ze nosze uzywane ciuchy (wiekszosc z nich i tak nawet nie byla noszona i czesto ma nawet metke), bo dlaczego mialabym sie wstydzic? Wstydzilabym sie, gdybym za spodnice zaplacila $1000 (to tylko spodnica na milosc boska! Ktora i tak pewnie zaraz bym zniszczyla).

Wstydzilabym sie, bo wiem, ze kupilabym ja tylko po to, aby poczuc sie troche lepiej odnosnie siebie. Sa ludzie, ktorzy wcale nie maja tak duzo pieniedzy, a i tak beda oszczedzac lub – co gorsza – wydadza ostatnie pieniadze na jakas droga torebke lub inna niepotrzebna rzecz tylko po to, aby przez chwile miec troche wyzsze mniemanie o sobie. Co wiecej, zwykle patrzya na tych, ktorych nie stac, lub na tych, ktorych markowe rzeczy po prostu nie interesuja, z pewna wyzszascia, a moze nawet pogarda. Chciałabym zapytać kiedyś takie osoby wprost: Czy naprawde myslisz, ze ta torebka od Hermesa zrobi z Ciebie kogos lepszego…? Czy naprawde myslisz, ze posiadanie rzeczy z jakims drogim logo sprawi, ze staniesz sie kims wazniejszym? Nie zrozumcie mnie zle – naprawde rozumiem oszczedzanie pieniedzy na rzecz, na ktorej Wam zalezy (zwłaszcza, jesli kochacie mode i marzycie o upatrzonej vintage torebce od Diora; łapię to, sama moze i zrobilabym podobnie), ale nie rozumiem kupowania kolejnej designerskiej torebki, kolejnego designerskiego swetra w przekonaniu, ze to ulepszy moje zycie. Powiem Wam cos od razu – nie ulepszy. To nie wypelni luki, ktora tak desperacko probujecie wypelnic. To, co moze uczynic Twoje zycie lepszym to praca na soba, to doskonalenie siebie, czytanie i pomaganie innym ludziom. To jest cos, na czym powinniscie sie skupic. Bieganie po sklepach i kupowanie kolejnego naszyjnika, ktory da Wam szczescie moze na kilka dni nie pomoze Waszej duszy. Myslicie, ze “po prostu kupujecie kolejna rzecz, ktora potrzebujecie”, a tak naprawde kupujecie ten chwilowy i bardzo ulotny high, ktory ta rzecz Wam przynosi. Kupujac to chcecie (nawet nie zdajac sobie z tego sprawy) podniesc swoja samoocene. Przez chwile pomyslicie, ze naprawde cos znaczycie; nawet jesli potrwa to tylko sekunde. A ja Wam probuje powiedziec, ze mozecie znalezc to uczucie gdzie indziej, i nie bedziecie musieli wydawac tych wszystkich pieniedzy. 

Wiec kiedy nastepnym razem wybierzecie sie na zakupy zapytajcie siebie: “Dlaczego potrzebuje tej rzeczy?”. Nie: “Czy potrzebuje tej rzeczy?”, ale “Dlaczego MYSLE, ze jej potrzebuje?”. Moze zamiast marnowac czas i pieniadze na zakupy lepiej wyjdzie Wam na zdrowie pojscie do kawiarnii i poczytanie tam książki przez dwie godziny? A może po prostu poprzyglądajcie się ludziom i zadajcie sobie pytanie: Czego tak naprawde szukam…?

Share: