Just like NY



Facebook Instagram Szukaj Kontakt English version

O mnie | Moje projekty | Moje produkty | Kontakt

Kontakt ze mną
justlikeny@gmail.com

Zapisz się do newslettera



Chcę otrzymywać newsletter Just like NY


Krok 61 - Znajdź swój sposób życia
Kilka postów temu napisałam, że świat się zmienił i sposób w jaki żyjemy się zmienił. Wydaje mi się, że czas także zmienić pewne koncepcje i rozwiązania, których ...

Czy ty w ogóle chcesz wyjść za mąż?
Dużo ostatnio myślę o małżeństwie (bynajmniej nie swoim), bo tak się składa, że dużo ostatnio spędzam czasu z żonatymi mężczyznami (z przyjaciółmi). I nasunął mi się jeden...

Co dla Ciebie oznacza osiągnąć sukces? Moje pięć lat w NYC
Mija już pięć lat, odkąd zdecydowałam się żyć w Nowym Jorku. To było pięć trudnych lat, ale za to z wieloma niesamowitymi momentami i ludźmi, których po drodze poznałam. Ale...

Krok 60 - Co tak naprawdę oznacza opuszczenie strefy komfortu?
Opuszczenie strefy komfortu stało się bardzo modną frazą w ciągu ostatnich kilku lat. Zazwyczaj bywa utożsamiane z uwolnieniem się od dotychczasowego życia; ze zmianą dotychczasowych ...

Wybierz swój związek
Ponieważ jestem singielką, oczywiście myślę o facetach i związkach. I zastanawiałam się, jaki facet spowodowałby, że chciałabym być w związku i jaki związek uszczęśliwiłby mnie...

Krok 59 - Ilu przyjaciół (na facebook’u) tak naprawdę potrzebujesz?
Gdy facebook pojawił się w naszym życiu znaczna większość z nas zaczęła się szczycić rosną ilością znajomych. Im więcej mediów społecznościowych w naszym życiu, tym bar...

Krok 58 - Czy jesteś w stanie zostawić za sobą starą wersję siebie…?
Mam to szczęście, że mam kilkoro przyjaciół, z którymi dzielę swoje lęki, troski, łzy i momenty szczęścia. Są to przyjaciele, z którymi mogę przechodzić m&oacu...

Jaka jest najlepsza rada odnośnie randkowania?
Doradców na temat randkowania zawsze było wielu, znajdziecie teraz wideo lub artykuł ze wszystkimi tymi wspaniałymi poradami typu: „Czego nie robić na randce”, „Co ...

Krok 57 - To czego naprawdę potrzebujesz to połączenia…z samym sobą.
Wiodę teraz życie, które nie spodziewałam się, że będę wiodła (nie, nie jestem księżniczką mieszkającą w zamku). Ponad sześć miesięcy temu zdecydowałam się nie mieć in...

Krok 56 - Przestać szukać wymówek
Ostatnio sporo myślałam i zaczęłam się zastanawiać jak to ludzie wychodzą z różnymi wymówkami. To bardzo szeroki temat, ale zauważyłam głównie jedną wspó...

Williamsburg jest skończony
Mamy już prawie lat, więc postanowiłam udać się na spacer po Williamsburgu (popularna dzielnica na zachodnim Brooklynie), który tylko upewnił mnie, że… koniec Williamsburga...

Gdzie jest miłość?
Miłość zajmuje ostatnio moje myśli (i podejrzewam, że  zajmowała moją podświadomość już od jakiegoś czasu) i zaczęłam się zastanawiać gdzie ją znaleźć. Wiem, że brzm...

Moje posady w NY

dodano: 2018-01-31 , kategoria: Życie w NY

Już kiedyś pisałam na Just Like NY, że naprawdę uważam, że żadna praca nie hańbi. Opowiem Wam trochę o moim doświadczeniu z pracą tutaj. Gdy przyleciałam tu ponad 4,5 roku temu, moją pierwszą pracą było bycie baristką w kawiarnii. To była praca, której szukałam z tej prostej przyczyny, że wiedziałam, że mam szansę ją dostać (nie dlatego, że była to moja wymarzona posada). Wiedziałam, że nie chcę skończyć na sprzątaniu domów, bo uważałam to za upokarzające. Teraz oczywiście uważam, że to było głupie, bo sprzątanie to praca jak każda inna. Nie wspominając o zarobkach – kobiety zarabiały wówczas co najmniej $20 na godzine, w przeciwieństwie do $8 na godzine w kawiarnii.

Ale nawet bycie baristką wówczas mnie bolało. Dopiero co obroniłam tytuł magistra filmoznawstwa w Polsce i oto jestem – serwuje ludziom kawę i bajgle. Moje ego bardzo cierpiało, ale po paru miesiącach zrozumiałam, że to po prostu praca. A do tego poznałam tam masę ludzi, którzy przychodzili specjalnie do tej kawiarnii, by ze mną porozmawiać. Ale po roku się znudziłam i – oczywisćie – potrzebowałam zmiany. Zaoferowano mi pozycję menedżerki w restauracji na Manhattanie (choć nie miałam pojęcia o pracy w gastronomii) tylko dlatego, że doceniono to jak traktowałam ludzi w kawiarni (dawanie z siebie 100% najwidoczniej się opłaciło). Czułam się szczęściarą (i byłam nią), że moje marzenia się spełniły (naszymi klientami byli czasami celebryci, spośród których najważniejszym dla mnie był Michael Phelps). Spędziłam tam ponad 3 lata (a dokładniej mówiąc, 3 lata i 4 miesiące) i… właśnie odeszłam, by wrócić do kawiarni.

Skąd taka decyzja? Mogłabym powiedzieć, że to dlatego, że już niewiele się w tej pracy uczyłam – i to byłaby prawda. Albo że zarabiałam za mało za pracę, którą wykonywałam – i to także byłaby prawda. Ale tak naprawdę głównym powodem był ten prosty fakt, że po prostu tej pracy nie lubiłam. Moglibyście pomyśleć, że bycie menedżerem w restauracji jest świetne – macie pod sobą ludzi, mówicie im, co mają robić, nie musicie wykonywać „brudnej roboty”. I tak właśnie było, ale ja po prostu tego nie lubiłam. To nie jest to, kim jestem. Nie wspominając faktu, że po prostu nie lubię tego restauracyjnego biznesu.  Lubię pracować z ludźmi, a nie tylko mówić im, co mają robić. Chcę rozmawiać z ludźmi, pomagać im – powodować, by ich życie było nieco lepsze, a przynajmniej nieco lżejsze. A żeby było zabawnie – to jest właśnie to, co de facto robiłam w kawiarni. A wtedy myślałam, że to jest zupełnie bez znaczenia. Praca w kawiarnii to jedynie mój cel na parę miesięcy (pomimo tego, że lubię to miejsce), ale wolę robić właśnie to przez jakiś czas, niż zmuszać się do pracy, która nie jest nawet blisko tego, co tak naprawę mnie uszczęśliwia. Jestem już za stara na to i już wiem lepiej. Będę teraz uważniej szukała pracy i nie zgodzę się na coś, co zabiera nie tylko mój czas, ale i moją energię.

Chciałabym Was zachęcić do podążania za swoim instynktem, a przede wszystkim za swoim sercem. Nie zgadzajcie się na niektóre rzeczy tylko dlatego, że myślicie, że nie macie wyjścia. Będziecie zaskoczeni, ale w większości przypadków naprawdę macie wybór. Nie róbcie niektórych rzeczy tylko dlatego, że myślicie, że to jest od Was oczekiwane (prze rodzinę, przez rówieśników, przez przyjaciół). Właśnie dziś przeczytałam następujące zdanie w książce „Outliers”: „Nie to, ile zarabiamy pieniędzy pomiędzy 9 a 17, czyni nas szczęśliwymi. Tym czymś jest fakt, że spełniamy się w pracy”. I nie pracujcie tylko dla pieniędzy, bo ostatecznie to nie przyniesie Wam szczęścia – gwarantuję Wam to. Walczcie o swoje wybory, bo tylko Wy wiecie co dzieje się wewnątrz Ciebie i na jakiej drodze jesteście. Nie pozwól innym tyranizować Twoich wyborów, co tak naprawdę oznacza tyranizowanie Ciebie samego. I po raz kolejny – opinia innych na temat Twoich wyborów to nie jest Twoja sprawa. Trzymajcie się mocno i ufajcie swoim instynktom. Ja, jak zawsze, jestem po Waszej stronie. Pytanie, czy to Wy po niej także staniecie?



Wasze komentarze

comments powered by Disqus