Twitter Facebook Instagram Szukaj Newsletter Kontakt English version

O mnie | Moje projekty | Moje produkty | Kontakt

Kontakt ze mną
justlikeny@gmail.com

Zapisz się do newslettera



Chcę otrzymywać newsletter Just like NY


Krok 53 - Czy masz wybór?
  Jestem pewna, że poruszałam już ten temat na Just Like NY, ale będę do niego wracała, bo jest on bardzo ważny. Coraz częściej zauważam, że grzęźniemy w myśleniu spod znaku: &bd...

Krok 52 - Nie zakładaj, że wiesz (co po prostu znaczy – nie osądzaj)
  Wszyscy jesteśmy temu winni. Wszyscy osądzamy innych. I nawet jeśli myślisz, że ty nie, to mam dla Ciebie złą wiadomość – ty także to robisz. Wszyscy klasyfikujemy ludzi we...

Stereotypy. Miej klasę i zamilknij.
Pisałam już o steretypach na Just Like NY, ale im dłużej tu mieszkam, tym coraz silniej zauważam, że niewiele się zmienia w tej materii. Życie w NY pomoże Ci zdobyć więcej wiedzy na tem...

Jaki jest mój plan zdrowotny na 2018?
Chcę się z Wami podzielić moim zdrowotnym planem na ten rok. Planuję eksperymentować i zobaczę, co działa, a co nie – i jakie osiągnę rezultaty w grudniu 2018 roku. Jaki jest m&oacu...

Brudny sekret Amerykanów
Temat, który chce, poruszyć jest trudny, ale ponieważ naprawdę chcę o tym napisać, postanowiłam zaryzykować. Mieszkam tu od już prawie pięciu lat – a gdyby połączyć wszy...

Moje posady w NY
Już kiedyś pisałam na Just Like NY, że naprawdę uważam, że żadna praca nie hańbi. Opowiem Wam trochę o moim doświadczeniu z pracą tutaj. Gdy przyleciałam tu ponad 4,5 roku temu, moją...

Dlaczego nie powinnaś się zby szybko zakochiwać?
Właśnie obejrzałam nowe video Matthew Hussey’a (pisałam już o nim na Just Like NY). Ostatnio mało go oglądałam, ale kiedy tylko zobaczyłam tytuł „Cztery niebezpieczne powody ...

Krok 51- Jakie powinno być Twoje główne noworoczne postanowienie w 2018?
Niektórzy ludzie wzbraniają się przed posiadaniem jakichkolwiek noworocznych celów i postanowień, uważając je wręcz za głupie. Trochę to rozumiem. Mimo to inni – włącz...

Nie mogę pomóc kobietom, jeśli one same nie chcą sobie pomóc
Ja nie mogę już z tymi kobietami, naprawdę nie mogę. Notorycznie słyszę narzekanie kobiet na ich mężczyzn; na to, jak są przez nich traktowane; jak oni się do nich zwracają; czego od nich...

Jak pożegnać się ze starym rokiem?
Moje pożegnanie z rokiem, który właśnie dobiega końca, zwykle przybiera formę kilkugodzinnej sesji z samą sobą. Zwykle biorę moją listę celów sporządzoną na początku roku ...

Co znaczy – dla mnie – byc prawdziwym dzentelmenem
Ostatnio kolega wyslal mi artykul majacy udowodnic, ze rycerskosc mezczyzn nadal ma sie dobrze i ze sa pośród nas jeszcze dzentelmeni, ktorzy spowoduja, ze my kobiety “sie rozplyniemy&...

Krok 51 - Kiedy w końcu zrozumiesz o co w tym wszystkim chodzi?
Jestem w trakcie czytania nowej książki Tima Ferrisa „Tribe of Mentors” i napotkałam tam nazwisko Turii Pitt, i choć nie sprawdzam każdej osoby, z  którą Ferriss rozmaw...

Moje posady w NY

dodano: 2018-01-31 , kategoria: Życie w NY

Już kiedyś pisałam na Just Like NY, że naprawdę uważam, że żadna praca nie hańbi. Opowiem Wam trochę o moim doświadczeniu z pracą tutaj. Gdy przyleciałam tu ponad 4,5 roku temu, moją pierwszą pracą było bycie baristką w kawiarnii. To była praca, której szukałam z tej prostej przyczyny, że wiedziałam, że mam szansę ją dostać (nie dlatego, że była to moja wymarzona posada). Wiedziałam, że nie chcę skończyć na sprzątaniu domów, bo uważałam to za upokarzające. Teraz oczywiście uważam, że to było głupie, bo sprzątanie to praca jak każda inna. Nie wspominając o zarobkach – kobiety zarabiały wówczas co najmniej $20 na godzine, w przeciwieństwie do $8 na godzine w kawiarnii.

Ale nawet bycie baristką wówczas mnie bolało. Dopiero co obroniłam tytuł magistra filmoznawstwa w Polsce i oto jestem – serwuje ludziom kawę i bajgle. Moje ego bardzo cierpiało, ale po paru miesiącach zrozumiałam, że to po prostu praca. A do tego poznałam tam masę ludzi, którzy przychodzili specjalnie do tej kawiarnii, by ze mną porozmawiać. Ale po roku się znudziłam i – oczywisćie – potrzebowałam zmiany. Zaoferowano mi pozycję menedżerki w restauracji na Manhattanie (choć nie miałam pojęcia o pracy w gastronomii) tylko dlatego, że doceniono to jak traktowałam ludzi w kawiarni (dawanie z siebie 100% najwidoczniej się opłaciło). Czułam się szczęściarą (i byłam nią), że moje marzenia się spełniły (naszymi klientami byli czasami celebryci, spośród których najważniejszym dla mnie był Michael Phelps). Spędziłam tam ponad 3 lata (a dokładniej mówiąc, 3 lata i 4 miesiące) i… właśnie odeszłam, by wrócić do kawiarni.

Skąd taka decyzja? Mogłabym powiedzieć, że to dlatego, że już niewiele się w tej pracy uczyłam – i to byłaby prawda. Albo że zarabiałam za mało za pracę, którą wykonywałam – i to także byłaby prawda. Ale tak naprawdę głównym powodem był ten prosty fakt, że po prostu tej pracy nie lubiłam. Moglibyście pomyśleć, że bycie menedżerem w restauracji jest świetne – macie pod sobą ludzi, mówicie im, co mają robić, nie musicie wykonywać „brudnej roboty”. I tak właśnie było, ale ja po prostu tego nie lubiłam. To nie jest to, kim jestem. Nie wspominając faktu, że po prostu nie lubię tego restauracyjnego biznesu.  Lubię pracować z ludźmi, a nie tylko mówić im, co mają robić. Chcę rozmawiać z ludźmi, pomagać im – powodować, by ich życie było nieco lepsze, a przynajmniej nieco lżejsze. A żeby było zabawnie – to jest właśnie to, co de facto robiłam w kawiarni. A wtedy myślałam, że to jest zupełnie bez znaczenia. Praca w kawiarnii to jedynie mój cel na parę miesięcy (pomimo tego, że lubię to miejsce), ale wolę robić właśnie to przez jakiś czas, niż zmuszać się do pracy, która nie jest nawet blisko tego, co tak naprawę mnie uszczęśliwia. Jestem już za stara na to i już wiem lepiej. Będę teraz uważniej szukała pracy i nie zgodzę się na coś, co zabiera nie tylko mój czas, ale i moją energię.

Chciałabym Was zachęcić do podążania za swoim instynktem, a przede wszystkim za swoim sercem. Nie zgadzajcie się na niektóre rzeczy tylko dlatego, że myślicie, że nie macie wyjścia. Będziecie zaskoczeni, ale w większości przypadków naprawdę macie wybór. Nie róbcie niektórych rzeczy tylko dlatego, że myślicie, że to jest od Was oczekiwane (prze rodzinę, przez rówieśników, przez przyjaciół). Właśnie dziś przeczytałam następujące zdanie w książce „Outliers”: „Nie to, ile zarabiamy pieniędzy pomiędzy 9 a 17, czyni nas szczęśliwymi. Tym czymś jest fakt, że spełniamy się w pracy”. I nie pracujcie tylko dla pieniędzy, bo ostatecznie to nie przyniesie Wam szczęścia – gwarantuję Wam to. Walczcie o swoje wybory, bo tylko Wy wiecie co dzieje się wewnątrz Ciebie i na jakiej drodze jesteście. Nie pozwól innym tyranizować Twoich wyborów, co tak naprawdę oznacza tyranizowanie Ciebie samego. I po raz kolejny – opinia innych na temat Twoich wyborów to nie jest Twoja sprawa. Trzymajcie się mocno i ufajcie swoim instynktom. Ja, jak zawsze, jestem po Waszej stronie. Pytanie, czy to Wy po niej także staniecie?



Wasze komentarze

comments powered by Disqus